Świąteczne przymiarki

W prasie wnętrzarskiej już święta, w sklepach też już świąteczne ozdoby. Przyspieszamy ten czas oczekiwania na Boże Narodzenie. Jeszcze przed nami andrzejki i czas wróżb, ale jak nie dać sie porwać tej magii moich ulubionych świąt. Tradycyjnie przegląd foremek do pierniczków został dokonany. Oczywiście nasze zbiory powiększyły się o kolejne kształty. Premiera na początku grudnia, gdy wspólnie z dziećmi rozpoczniemy tradycyjne pierniczenie. Na razie foremki powędrowały do mojej kuzynki, która ze swoimi podopiecznymi będzie robiła ozdoby z masy solnej i tzw. zimnej porcelany,korzystają c właśnie z naszych foremek. Poczyniłam też niewielkie przymiarki do wykonania ozdób świątecznych, bo co roku staram się wprowadzić jakieś nowe akcenty.W domku pojawiło się też więcej światełek, co przy obecnej pogodzie jest zbawienne. Ozdoby świąteczne muszą jednak jeszcze poczekać na początek grudnia , bo to od tego czasu odliczamy czas do tego najpiękniejszego dnia. Będzie kalendarz i wieniec adwentowy.

Spotkanie

Znów spora przerwa.Jakoś tak działam na zwolnionych obrotach przez te pogody. Trochę też czas wypełniały różne sprawy. Po drodze była rocznica naszego ślubu i  jeszcze moje imieniny. Pod koniec października byłam na spotkaniu z panią Dorotą Sumińską.Jak tylko przeczytałam ,że w bibliotece w naszym mieście będzie gościem pani Dorota ,to oczywiście czas został zarezerwowany. Uwielbiam czytać jej artkuły w Werandzie Coutry, oraz słuchać audycji radiowych i telewizyjnych. Pani Dorota mówi o zwierzętach w sposób bardzo ciepły i rzeczowy. Jest to przemiła osoba. Spotkanie w bibliotece upłynęło tak szybko. Pozostało zdjęcie z panią Sumińską i jej książka z dedykacją dla całej rodziny, bo rodzina to także nasze zwierzaki. Odnośnie  małych pupili, to nasz stary króliczek Drops, prawie 15 letni jest już bardzo słaby. Trzyma się maleństwo ale nie jest dobrze.

Zegarek, ryba i wazonik

Znów kilka staroci zawitało w domku. Zegarek, taki nakręcany, mechaniczny. Muszę pamiętać o nakręcaniu go. Przyjemnie tyka w sypialni. Ten dźwięk przypomina mi dawne czasy, kiedy byłam dzieckiem. Jest taki melodyjny,dosłownie słychać jak upływa czas. Oprócz tego przypłynęła kolejna szklana ryba.W zupełnie innej kolorystyce niż ta, którą już mamy. Do kompletu wazonik od kogoś ważnego.

Jak przetrwać deszczową pogodę

U nas pada, już od kilku dni. W taką pogodę nic się nie chce. Niestety trzeba iść do pracy, na spacery z psem i ogarnąć jakoś dom. Podobno nie ma złej pogody, tylko są źle ubrani ludzie. Jak ja sobie radzę? Wbrew słocie na spacery z psem zakładam kalosze i nieprzemakalną kurtkę. Opcja do pracy i na tzw.miasto to parasol. Jak już pozałatwiam wszystkie sprawy poza domem, to sytuacja staje się całkiem przyjemna. Potrzebuję wtedy czegoś ciepłego do picia, kawę lub herbatę. Dodaję blask płomieni i światełek.Otulam się ciepełkiem kocyka. Przydaje sie puszysty przytulaś,czyli nasz Nord. Dobra książka w przytulnym miejscu. U mnie to fotel lub łóżko w sypialni. Jeszcze trochę koloru  przypominajacego lato, gdy oderwę wzrok od książki. Gra w kółko i krzyżyk z mężem. I byle do wiosny , bo przed nami jeszcze zima.

Jesienne kolory , sarenki i jeleń

Odkąd mam swoją półkę w kuchni, staram się ciągle coś na niej eksponować. Wyciągam z czeluści szaf i szafek rzeczy, których wcześniej nie pokazywałam, Tak też było z cynowymi talerzami z moim ulubionym motywem sarenek i jelenia. Talerze zakupione jak  zwykle w składziku. Natomiast dwa talerze z motywem kwiatowym ( Koło), prezentowane w poprzednim wpisie, to znalezisko śmietnikowe.Leżały owinięte w papier, widocznie komuś się znudziły. W domku jesiennie. Są dynie, kasztany , liście, szyszki, sporo grzybów zebranych przez tatę . Ciepłe koce i poduchy, palące się świece i lampiony, zapomniane przez okres lata. Jesień ma ten swój urok.

Wrzesień

Jeszcze trwa kalendarzowe lato, ale w powietrzu czuć już jesień. Dni stają się krótsze, człowiek przełącza się na tryb jesienny. Widać to po kolorach w mieszkaniu, kolorach ubrań.Natomiast my korzystając z wolnych dni wybraliśmy się ostatnio z dziećmi na mały wypad po Polsce i nie tylko. Takie rodzinne zakończenie lata, jak za dawnych lat. Było też kilka spotkań rodzinnych i z przyjaciółką, były prezenty urodzinowe.

Prezent urodzinowy

Od dłuższego już czasu marzyła mi się półka w kuchni. Taka jak u babci na wsi. Oczywiście szukałam takiej wśród staroci, nawet w starym domu babci . Niestety jak ja czegoś szukam, to właśnie nic takiego nie trafiam. Powiedziałam nawet, że jak nie znajdę, to zadowolę się chociażby taką ze szwedzkiego sklepu.Ta sklepowa też mi się nawet podobała. Moja rodzina uznała, że jak tak będę szukać, to trochę mi zejdzie, a oni maja lepszy pomysł i kupią mi już teraz, bo właśnie są moje urodziny i to będzie prezent od nich. Półka została zakupiona, mąż zmontował i zawiesił. Do urodzin się wyrobił. Muszę tu oczywiście podziękować i mężowi i dzieciom. Półeczka, a w zasadzie półka , bo sporych rozmiarów jest , została obstawiona różnymi kuchennymi przydasiami. Tak na początek wygląda, ale myślę, że dekoracja będzie się zmieniać w zależności od pór roku, świat i innych sytuacji.

Kolejny stolik

Nie wiem jak to się dzieje, ale ostatnio jakoś tak te meble same nas znajdują. No może nie same , ale znajomi wiedzą , że lubimy je i jakoś tak to co komu zbywa trafia do nas. Właśnie tak zawitał  do nas kolejny stolik z czasów PRLu .Oprócz tego mamy jeszcze komodę i stolik rtv z lat 60, z igielitowymi żyłkami po bokach. Stan idealny. Właściwie to mieliśmy przygarnąć tylko stolik rtv , ale jakoś tak nie mogliśmy się oprzeć, tym bardziej,że cała reszta miała wylądować na śmietniku. Stolik stoi u nas , zamiast tego wcześniejszego. Reszta czeka w piwnicy u dzieci. Na co czeka nie wiem , może na ten wymarzony domek . Teraz miejsca brak. Nasz obecny stolik jest ciekawy. Ma obrotowy , podwójny blat. Myślę,że nie jest to stolik kawowy, tylko stolik pod telewizor. Obrotowy blat umożliwiał takie ustawienie telewizora , jakie w danej chwili było najlepsze. Stolik ma też półkę pod blatem oraz ciekawe , czarne nóżki. Czy ja przypadkiem nie mówiłam ,że już nic nie przygarnę, bo nie mam miejsca?

Stoliczek

W końcu go mamy. Stoliczek kawowy na patykowatych nóżkach. Wcześniej miedzy naszymi fotelami stał czerwony stolik ikeowski. Był za niski dla nas i nie pasował nam. Marzyliśmy o czymś innym. Szukaliśmy jakiegoś, ale nic się nie trafiało,Dopiero w  pewnym składziku ,tak samo pozytywnie zakręconego pana jak my wygrzebaliśmy go. To jest ten stolik. Zdecydowanie wyższy i taki w naszych klimatach. Stawiam na nim wyprawowy, kryształowy wazon na zmianę z wazonem wałbrzychowskim ze składziku.Do tego stare serwetki od mamy.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Stołek Tulip

Jadac do Uniejowa zawsze zatrzymujemy sie po drodze w składzikach, klamociarniach czy jak to zwał. Teraz też tak było. Jakoś nic nie wpadało nam w oko, nic nas nie zachwycało. Dopiero w ostatnim składziku spodobał mi się stołek. Plastikowy , wysmukły , w fajnym kolorze. Na siedzisku założony był kudłaty pokrowiec. Sprawdziliśmy czy siedzisko nie jest spękane. Nie było. Cena była przystępna, nawet się nie targowaliśmy, 20 zł. Kupiliśmy go, bo nam się podobał, a właściwie mi najbardziej. Stołek sygnowany „Emsa” Germany. W domu dotczytałam, że to kultowy stołekTulip, lata 70-te. Emsa to znany producent wyrobów plastikowych z dawnego RFN. Cena w internecie sporo wyższa. Ale my go sprzedawać nie zamierzamy. Jakoś tak przywiązujemy sie do naszych znalezisk, cieszymy się ,że mamy je w domu. Stołek idealnie pasuje do przedpokoju, zgrał się z tłem starej tapety w kropki,którą jeszcze neidawno chciałam zmieniać. Nie założyłam mu jednak kudłatego pokrowca na siedzisko, ale wyprałam i schowałam, bo może sprzedawali te pokrowce w komplecie ze stołkiem. U moich rodziców w domu jest podobny stołek , w podobnym wieku. Pamiętam go od zawsze. Jest z gorszego plastiku , mniej smukły i taki jakiś ubogi krewny tego naszego. Moja mama twierdzi, że, to najlepszy stołek, wytrzymały, bo tyle lat im służy.