Stoliczek

W końcu go mamy. Stoliczek kawowy na patykowatych nóżkach. Wcześniej miedzy naszymi fotelami stał czerwony stolik ikeowski. Był za niski dla nas i nie pasował nam. Marzyliśmy o czymś innym. Szukaliśmy jakiegoś, ale nic się nie trafiało,Dopiero w  pewnym składziku ,tak samo pozytywnie zakręconego pana jak my wygrzebaliśmy go. To jest ten stolik. Zdecydowanie wyższy i taki w naszych klimatach. Stawiam na nim wyprawowy, kryształowy wazon na zmianę z wazonem wałbrzychowskim ze składziku.Do tego stare serwetki od mamy.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Stołek Tulip

Jadac do Uniejowa zawsze zatrzymujemy sie po drodze w składzikach, klamociarniach czy jak to zwał. Teraz też tak było. Jakoś nic nie wpadało nam w oko, nic nas nie zachwycało. Dopiero w ostatnim składziku spodobał mi się stołek. Plastikowy , wysmukły , w fajnym kolorze. Na siedzisku założony był kudłaty pokrowiec. Sprawdziliśmy czy siedzisko nie jest spękane. Nie było. Cena była przystępna, nawet się nie targowaliśmy, 20 zł. Kupiliśmy go, bo nam się podobał, a właściwie mi najbardziej. Stołek sygnowany „Emsa” Germany. W domu dotczytałam, że to kultowy stołekTulip, lata 70-te. Emsa to znany producent wyrobów plastikowych z dawnego RFN. Cena w internecie sporo wyższa. Ale my go sprzedawać nie zamierzamy. Jakoś tak przywiązujemy sie do naszych znalezisk, cieszymy się ,że mamy je w domu. Stołek idealnie pasuje do przedpokoju, zgrał się z tłem starej tapety w kropki,którą jeszcze neidawno chciałam zmieniać. Nie założyłam mu jednak kudłatego pokrowca na siedzisko, ale wyprałam i schowałam, bo może sprzedawali te pokrowce w komplecie ze stołkiem. U moich rodziców w domu jest podobny stołek , w podobnym wieku. Pamiętam go od zawsze. Jest z gorszego plastiku , mniej smukły i taki jakiś ubogi krewny tego naszego. Moja mama twierdzi, że, to najlepszy stołek, wytrzymały, bo tyle lat im służy.

 

 

 

Piaskowy Dziadek

Cały tamten tydzień chodziła za mną piosenka z tej bajki . Ciągle ją nuciłam, nie pamiętałam jednak  całego tekstu. Czego ja nie pamietałam, przypominał sobie mąż i tak razem się wkręciliśmy w to śpiewanie. Trochę powspominaliśmy, tacy sentymentalni się zrobiliśmy. Z kilku zabawek ze składziku zrobiłam nawet taką namiastkę tej bajki, scenkę taką z telewizorkiem , choinką i ludzikiem. W niedzielę tak rodzinnie, bo z dziećmi wybraliśmy się na  mały wypadzik, jak za dawnych lat, do Malinki, pomoczyć nogi w wodzie.Kto z okolic Zgierza to zna. Najpierw jednak pojechalismy do samego Zgierz, bo tam w każdą ostatnią niedzielę miesiąca odbywa się  targ staroci .Można sprzedawać to co komu w domu zbywa. Akcja trwa od wczesnej wiosny i muszę przyznać, że coraz więcej osób w tym uczestniczy. Chodzimy tak sobie po tym targu, ogladamy. Córka na jednym stoisku zakupiła sobie piękny skórkowy , ozdobny pasek do swoich strojów flambergowych. No a ja co wypatrzyłam? Piaskowego Dziadka. Sporej wielkości lalka stała sobie jak nigdy nic i czekała na mnie. Pan i pani, którzy mieli to stoisko ucieszyli się, że ktos rozpoznał tego gościa. Pani zaśpiewała nawet kawałek piosenki. Tej co chodziła za mną przez tydzień. Pan opowiedział, że po zabawkę pojechał do NRD 30 lat temu i kupił ja dla syna. Syn już duży i Piaskowego Dziadka nie chce. My też duzi, nieco tylko młodsi od Dziadka z bajki, Dziadka chcieliśmy. Kupiliśmy za 15 zł. Dziadek zameldował się u nas w domu. Dziwne to trochę, teraz nawet myślę, że powinnam przez tydzień pośpiewać jakąś piosenkę o małym domku na wsi, może się trafi jakiś domek.

„Dziadku, drogi Dziadku, Nie chcemy jeszcze spać, chodź tu zabawić nas , przecież wiesz, na dobranoc bajka musi być, naszym gościem bądź, gościem bądź.”

Świeża ryba

Dzisiaj kupiona .Pamięta jednak czasy PRL-u.W tamtych latach była ozdobą w wielu domach.Kolorowa, szklana ryba. Później uważana za kiczowatą, teraz wraca do łask. Nawet moja przyjaciółka miała taką w swoim domu i jakieś dwadzieścia parę lat temu wyrzuciła ją do śmieci. W moim rodzinnym domu kolorowej ryby nie było, ale teraz w naszym domku jest. Wpasowała się w klimat sypialni.

Butelki na wodę

Pogoda nas nie rozpieszcza. Pada, a rano to nawet burza się przewinęła. Smutaśne to lato. Na poprawę nastroju, w pewnym sklepie w moim mieście zakupiłam butelki na wodę dla Kasi, mojej przyjaciółki i dla siebie.Takie słodkie obrazki są na tych butelkach.

Stare nowe meble

Mamy taką sąsiadkę, starszą sporo od nas. Kiedyś w luźnej rozmowie jakoś tak sie zgadałysmy, że ona lubi wszystkie te czasopisma wnętrzarskie i dekorowanie, takie różne zrób to sam. Ma tylko problem, bo koleżanki w jej wieku nie podzielają jej zainteresowań i nie ma z kim o tym rozmawiać, podzielić się swoimi zdobyczami. No niestety ja też mam ten sam problem, chociaż koleżanki i znajomi nieco młodsi. Owszem wysłuchają, poczytają bloga i to wszystko, bo nie lubią starych gratów i tych wszystkich dupereli do ozdoby. Na szczęście mąż i dzieci podzielają moje zainteresowania. Tak sobie od czasu do czasu porozmawiamy z tą moja sąsiadką, wymienimy się czasopismami, pochawalimy co tam nowego zdziałałyśmy w tych naszych mieszkaniach. Ta sama sąsiadka kilka dni temu przyszłą do nas z nowiną, że oto jej koleżanka chce sprzedać mieszkanie po ojcu, bo starszy pan wymaga opieki i zabiera go do siebie. W jego mieszkaniu sporo róznych sprzętów jest, to może ktoś to przygarnie, to będzie mniej do wyrzucania. Pognaliśmy z mężem i sąsiadką ulicę dalej i przepadliśmy. Twardo trzymaliśmy się jednak postanowienia, że nie możemy już szaleć, bo miejsca w domu coraz mniej. Ale oczywiście przygarnęliśmy troszkę mebelków. Trafił do nas stary , piękny kwietnik, stolik pod telwizor na patykowatych nóżkach i witrynka- barek , która pasuje jak znalazł do mieszkania dzieci, a właściwie pokoju córki. Za symboliczną zapłatę te  cudeńka trafiły do nas , plus jeszcze w gratisie stare , białe krzesło drabinka, którego ni diabła nie potrafimy rozłożyć do stanu drabinki. Sąsiadka też sporo zabrała i z całym tym majdanem samochodem i na pieszo, wspólnie to wszystko przetransportowaliśmy do naszego bloku.Muszę przyznać, że miło spędziliśmy czas. Nie ukrywam, że jeszcze coś bym tam znalazła dla siebie, ale no niestety pewne ograniczenia być muszą. Kwietnik i stolik znalazły miejsce w naszej sypialni. Kwietnik stał najpierw w dużym pokoju, na nim dumnie puszyła sie paprotka, ale niestety nasz Nord wszedł pod kwietnik i utkną . Przeszła tylko głowa Nordzia a reszta została , ale on nie zważając na to szedł dalej i całość wylądowała na podłodze. Z uwagi na naszego psa kwietnik jest razem z paprotką u nas w sypilni. Stolik pod telewizor też się tam jakoś zadomowił i w połączeniu z meblami, które juz tam mieliśmy nasza sypialnia to naprawdę wielki misz masz, taki w naszym stylu.

Szafka w nowej odsłonie

Szafka stała w naszej łazience. Kilka lat temu kupiona w Lidlu. Nawet nie była to typowo łazienkowa szafka, raczej komódka do sypialni. Jednak wymiary miała jedynie słuszne do tego pomieszczenia. To nic ,że na początku siedząc na sedesie i pochylając się nieco ,  miało się bliższe spotkanie z nią. Kwestia wprawy i później już było dobrze. Szafka mieściła niezbędne rzeczy łazienkowe, ręczniki. Z czasem jej biały kolor miał oddcień zóltego  z zaciekami od kosmetyków , zmywaczy i innych lakierów. No i przyszedł ten czas, że nie moglismy już ną nia patrzeć. Zabralismy się z mężem do pracy i szafeczka jest jak nowa. Poszło szybko. Do odnowienia szafki użyliśmy farby Beckers, w kolorze light grey.Jedną szufladę i blat okleiliśmy okleiną w gwiazdki. Zdjęć wcześniejszych brak, bo czym tu się chwalić. Te po metamorfozie oczywiście zamieszczam.

Urlop

Już  od kilku lat urlop wykorzystuję w czerwcu lub wrześniu. Kiedyś był to lipiec lub sierpień z uwagi na dzieci. W  tym roku pognało nas znów nad polskie morze. W to samo miejsce co w tamtym roku. Jastarnia , Jurata, Hel. Dodatkowo Jastrzębia Góra i Puck. Tylko kilka dni , ale było warto. Pozostałe dni spędzamy leniwie w domku, czytamy, ogladamy filmy.

Taaka lyba

Własnie taka ryba pojawiła się u nas w domku. Oczywiście wypatrzona w składziku. Drewniana, nie wiadomo do czego służyła. Myślę,że ktoś wystrugał ją dla dziecka. Jak ją zobaczyłam, to od razu przypomniała mi się pewna opowieść rodzinna. Zawsze opowiadał ją nieżyjacy już teść. Mój mały wtedy mąż był na rybach z ojcem. Udało mu sie złowić na swoją wędkę malutką rybkę. No i dla niego to była taaaka lyba. Później się wszystkim chwalił jaką to wielką rybe złowił. No i ma teraz taka rybę, która tymczasowo zawisła w sypialni. A czy ktos z was kupował w połowie roku stojak do choinki,  bo ja tak. Ceramiczny z możliwością nalewania wody . W dodatku w fabrycznym opakowaniu z przed lat.Ucieszył mnie ten zakup (oczywiście składzik), bo nasz stary stojak do pięknych nie należy, nie ma też pojemnika na wode i muszę podkładac jakieś naczynia. W sobote natomiast przyleciał nasz znany już tutaj Francuz Raphael. Tym razem mieszka u dzieci. Spotkaliśmy się z nim na obiedzie w restauracji „Laguna” , gdzie świętowaliśmy imieniny mojego taty. Może kiedyś odwiedzi nas jeszcze Yasuko.

Szybki wpis

Dzisiaj szybki wpis przed dyżurem nocnym. Czas tak pędzi, że mamy już czerwiec. Zupełnie nie wiem kiedy minął maj. Te dwa miesiące : maj i czerwiec to moje ulubione. U nas królują truskawki i naleśniki. Zarówno do jedzenia jak i na tekstyliach. Ostatnio kupiliśmy ściereczki kuchenne z przepisem na naleśniki i obrazkiem naleśników. W domku pojawiła się też patchworkowa kołderka. Kiedyś chciałam sama taką uszyc, ta jest gotowa. Czytamy, ogladamy filmy .Jednak niezmiennie w domu króluje Nord, bardzo zadomowiony w naszej sypialni.